Wkrótce zmienią się zasady sprzedaży alkoholu w naszym mieście. Zmiana dotknie jednak tylko jednego hotelu w Bydgoszczy.
- Za uchwałą lobbował radny Maciej Zegarski, który jest jednocześnie dyrektorem biura senatora Pawłowicza, szefa Centrum Onkologii. Ta zmiana szykowana jest tylko po to, by można było sprzedawać alkohol - twierdzi nasz rozmówca.
Wojciech Jazdon, wicedyrektor wydziału spraw obywatelskich przyznaje, że CO występowało o uregulowanie niejasnych zapisów w uchwale. Chodzi o punkt, który uniemożliwiał sprzedaż alkoholu na terenie zakładów opieki zdrowotnej. - Będzie można to robić, gdy alkohol będzie sprzedawany na miejscu, w ogólnodostępnym obiekcie hotelowym - tłumaczy dyrektor.
- Zawsze popieram dobre rozwiązania, a to likwiduje prawny bubel. O tę uchwałę jakoś szczególnie nie zabiegałem - zaznacza jednak radny Maciej Zegarski. - Zaprosiliśmy radnych na wizję lokalną, by zobaczyli, w jakiej odległości od lecznicy położony jest hotel. Radni uwag nie mieli. Przecież NFZ nie płaci za noclegi pacjentów w hotelu, choć mają preferencyjną stawkę - doba w trzygwiazdkowym hotelu kosztuje 70 złotych. Pozwólmy hotelowi normalnie zarabiać.
- Nasz teren to 16 hektarów i na nim nie wolno sprzedawać alkoholu. Ale my na 16 hektarach nie prowadzimy działalności medycznej. To jedyny hotel w Bydgoszczy, w którym nie można spożywać i sprzedawać alkoholu - dziwi się Zbigniew Pawłowicz. - Nawet niemieccy technicy, którzy przyjechali do nas naprawiać sprzęt, wynieśli się do centrum, bo nie mogli tutaj po pracy wypić piwa - wyjaśnia dyrektor Pawłowicz. - Za płotem „Biziela” funkcjonuje monopolowy, który jest otwarty 24 godziny na dobę, w okolicy „Jurasza” są trzy takie sklepy i nikt problemów nie robi.
Problem widzi za to radny Stefan Pastuszewski, który deklaruje, że uchwały nie poprze. - Pacjenci CO będą kuszeni alkoholem, do którego dostęp będzie ułatwiony. Nie mam nic przeciwko działalności komercyjnej hotelu, ale nie musi on poprawiać swojej kondycji sprzedażą alkoholu.
- Pacjent, jeśli będzie chciał wypić, pójdzie do oddalonego o 500 metrów marketu i go kupi - ripostuje dyrektor Pawłowicz.

Wojciech Jazdon, wicedyrektor wydziału spraw obywatelskich przyznaje, że CO występowało o uregulowanie niejasnych zapisów w uchwale. Chodzi o punkt, który uniemożliwiał sprzedaż alkoholu na terenie zakładów opieki zdrowotnej. - Będzie można to robić, gdy alkohol będzie sprzedawany na miejscu, w ogólnodostępnym obiekcie hotelowym - tłumaczy dyrektor.
- Zawsze popieram dobre rozwiązania, a to likwiduje prawny bubel. O tę uchwałę jakoś szczególnie nie zabiegałem - zaznacza jednak radny Maciej Zegarski. - Zaprosiliśmy radnych na wizję lokalną, by zobaczyli, w jakiej odległości od lecznicy położony jest hotel. Radni uwag nie mieli. Przecież NFZ nie płaci za noclegi pacjentów w hotelu, choć mają preferencyjną stawkę - doba w trzygwiazdkowym hotelu kosztuje 70 złotych. Pozwólmy hotelowi normalnie zarabiać.
- Nasz teren to 16 hektarów i na nim nie wolno sprzedawać alkoholu. Ale my na 16 hektarach nie prowadzimy działalności medycznej. To jedyny hotel w Bydgoszczy, w którym nie można spożywać i sprzedawać alkoholu - dziwi się Zbigniew Pawłowicz. - Nawet niemieccy technicy, którzy przyjechali do nas naprawiać sprzęt, wynieśli się do centrum, bo nie mogli tutaj po pracy wypić piwa - wyjaśnia dyrektor Pawłowicz. - Za płotem „Biziela” funkcjonuje monopolowy, który jest otwarty 24 godziny na dobę, w okolicy „Jurasza” są trzy takie sklepy i nikt problemów nie robi.
Problem widzi za to radny Stefan Pastuszewski, który deklaruje, że uchwały nie poprze. - Pacjenci CO będą kuszeni alkoholem, do którego dostęp będzie ułatwiony. Nie mam nic przeciwko działalności komercyjnej hotelu, ale nie musi on poprawiać swojej kondycji sprzedażą alkoholu.
- Pacjent, jeśli będzie chciał wypić, pójdzie do oddalonego o 500 metrów marketu i go kupi - ripostuje dyrektor Pawłowicz.
Tekst
Sławomir Bobbe
Express Bydgoski
Zdjęcie
Radosław Sałaciński
Radosław Sałaciński
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
