Krzysztof Gołębiowski, mieszkaniec Fordonu jest pasjonatem kolejnictwa. Uczy się III klasie Technikum Elektronicznego w Bydgoszczy. Każdą wolną chwilę poświęca swojej życiowej pasji. Jest nią działalność w Bydgoskim Towarzystwie Przyjaciół Kolei.
- Koleją interesuję się od maleńkości. Podobno jeszcze w wózku wystawiałem głowę, żeby zobaczyć pociąg. Nie wiadomo skąd się wzięło u mnie to zamiłowanie.
Nikt mnie nie inspirował w tym kierunku. Nie posiadam również w rodzinie żadnego kolejarza. Początkowo jeździłem do Wenecji koło Żnina. Znajduje się tam
Muzeum Kolei Wąskotorowej. Można w nim podziwiać parowozy znacznie mniejsze od normalnotorowych. Miałem tam swój ulubiony parowóz. Spędzałem w nim nawet cały dzień. Pewnego dnia zobaczyłem prawdziwy parowóz. Tylne koła były wyższe ode mnie. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Monstra ważące nawet 180 ton i mierzące ponad 4 metry zawładnęły moim umysłem. Regularnie jeździłem z rodzicami z Bydgoszczy pod Brodnicę. Linia ta przebiega przez Fordon, Unisław Pomorski i Chełmżę. Jestem bardzo emocjonalnie związany z tą trasą - opowiada o początkach swojej pasji Krzysztof Gołębiowski.
Nikt mnie nie inspirował w tym kierunku. Nie posiadam również w rodzinie żadnego kolejarza. Początkowo jeździłem do Wenecji koło Żnina. Znajduje się tam
Muzeum Kolei Wąskotorowej. Można w nim podziwiać parowozy znacznie mniejsze od normalnotorowych. Miałem tam swój ulubiony parowóz. Spędzałem w nim nawet cały dzień. Pewnego dnia zobaczyłem prawdziwy parowóz. Tylne koła były wyższe ode mnie. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Monstra ważące nawet 180 ton i mierzące ponad 4 metry zawładnęły moim umysłem. Regularnie jeździłem z rodzicami z Bydgoszczy pod Brodnicę. Linia ta przebiega przez Fordon, Unisław Pomorski i Chełmżę. Jestem bardzo emocjonalnie związany z tą trasą - opowiada o początkach swojej pasji Krzysztof Gołębiowski.
W roku 2006 zapisałem się do Bydgoskiego Towarzystwa Przyjaciół Kolei. Razem z kolegami podróżujemy pociągami po całej Polsce na dwa sposoby.
Sposób przemyślany
Kupujemy bilet turystyczny na weekendy, ważny od godziny 18:00 w piątek do godz. 6:00 w poniedziałek. Wówczas zdarza nam się nie spać nawet przez 3 doby. Jedziemy bez przerwy, według wcześniej ustalonego rozkładu. Chociaż jest to męczące, lubimy ten sposób poznawania kraju. Pomyłka w układaniu rozkładu może się skończyć szczękaniem żębami na pustej stacji.
Kupujemy bilet turystyczny na weekendy, ważny od godziny 18:00 w piątek do godz. 6:00 w poniedziałek. Wówczas zdarza nam się nie spać nawet przez 3 doby. Jedziemy bez przerwy, według wcześniej ustalonego rozkładu. Chociaż jest to męczące, lubimy ten sposób poznawania kraju. Pomyłka w układaniu rozkładu może się skończyć szczękaniem żębami na pustej stacji.
Sposób spontaniczny
Zdarza się, że siedzimy na dworcu w naszym muzeum. Nagle ktoś poddaje pomysł by jechać jakimś pociągiem. Na przykład do Wierzchucina i z powrotem. Do odjazdu pociągu zostało 5 minut. Wszyscy rzucają się do kasy. Taki wyjazd trwa najwyżej kilka godzin, a to przyjemność z jazdy jest olbrzymia. Zdarzają się również sporadycznie jednodniowe zaplanowane wyjazdy. Pozwala to lepiej poznać geografię Polski - kontynuje swoją opowieść młody pasjonat.
Przynajmniej raz do roku jadę do Wolsztyna. Mogę tam podziwiać stare parowozy. Poznaję przy okazji różne ciekawostki techniczne i historyczne. Napawam się szczególnie widokiem kłębów dymu. Jak muzyka brzmi dla mnie dźwięk pędzącej maszyny. Ziemia drży wówczas delikatnie. Po całym dniu spędzonym przy parowozach siadamy wieczorem z kolegami przed parowozownią. Słuchamy wtedy miarowego posapywania sprężarki i snujemy opowieści o kolejarkich przygodach - dodaje Krzysztof.

Przynajmniej raz do roku jadę do Wolsztyna. Mogę tam podziwiać stare parowozy. Poznaję przy okazji różne ciekawostki techniczne i historyczne. Napawam się szczególnie widokiem kłębów dymu. Jak muzyka brzmi dla mnie dźwięk pędzącej maszyny. Ziemia drży wówczas delikatnie. Po całym dniu spędzonym przy parowozach siadamy wieczorem z kolegami przed parowozownią. Słuchamy wtedy miarowego posapywania sprężarki i snujemy opowieści o kolejarkich przygodach - dodaje Krzysztof.

- W towarzystwie działamy na rzecz ochrony zabytków. Gromadzimy stare eksponaty kolejarskie i przywracamy im dawny blask. Często pomagają nam w tym zawodowi kolejarze. Przynoszą do Muzeum rodzinne pamiątki. Czasami jeździmy do Wolsztyna malować wraki parowozów. W Grudziądzu wiele pracy włożyliśmy w pomalowanie starej lokomotywy. Można ją było podziwiać na specjalnej wystawie. Jest duża szansa że niebawem będziemy malować parowozy w Bydgoszczy. Zostaną potem one odpowiednio wyeksponowane i będą cieszyć oko zwiedzjących. Nasze Towarzystwo organizuje również różne imprezy dla mieszkańców regionu. Urządzamy między innymi festyn kolejarski na nieczynnej już stacji „Świekatowo Wschodnie”. Znajduję się ona na nieczynnej od lat linii Terespol Pomorski – Przuszcz Bagienica – Złotów. Cieszę się, że dzięki swojej pasji mogę osobom z naszego regionu przybliżać historię kolei. Mało kto wie, że linia Wąbrzeźno – Wąbrzeźno Miasto długości trzy kilometry była pierwszą linią zelektryfikowaną na ziemiach Polski. To jest właśnie rola miłośnika kolei - dodaje Gołębiowski.
- Kolej zmieniła całe moje życie. Wszystko kojarzy mi się z pociągami. Jeśli ktoś mi powie nazwę jakiegoś miasta to ja kojarzę jego położenie. Lokalizuję je przez linię kolejową, która przez to miasto przebiega. Mam setki książek o kolei, plakaty, kalendarze, zdjęcia, tabliczki parowozowe i śruby do torów. Nawet moja poduszka jest z parowozem. Przed snem często oglądam filmy o parowozach. Po prostu mam na tym punkcie bzika. Oprócz kolei mam również zwyczajne życie i problemy jak każdy człowiek. W przyszłości chciałbym pracować w PESA Bydgoszcz. Potem może uda mi się zrealizować najskrytsze marzenia i będę prowadził pociągi - kończy swoją opowieśc fordoński pasjonat.
Tekst
Miłosz Sałaciński
Zdjęcia
Archiwum prywatne Krzysztofa Gołębiewskiego
Zdjęcia
Archiwum prywatne Krzysztofa Gołębiewskiego
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
