Małgorzata Fendrych - kierowca miejskiego autobusu i zwyciężczyni programu „Jaka to melodia?”

Jest zmęczona, bo wstała o 2.20, by zdążyć na pierwszy kurs tuż po 5.00. Mimo to bardziej przypomina stewardesę niż kierowcę miejskiego autobusu. Spotykamy się na pętli autobusowej (czy też, jak mówią kierowcy, „na końcówce”) osiedla Tatrzańskiego. Niektórzy Czytelnicy znają ją już nie tylko z naszego „Expressu Fordońskiego”. Przede wszystkim, od października 2008 roku, Małgorzatę Fendrych można zobaczyć za kółkiem obsługiwanych przez Mobilis autobusów linii 81 i - najdłuższej bydgoskiej - 69.
Kiedyś prowadziła z siostrą sklep w Białych Błotach. Już wtedy, dojeżdżając autobusem do pracy z bydgoskiego Śródmieścia, lubiła obserwować pracę kierowców. - Chciałam robić coś związanego z jeżdżeniem, myślałam o dostarczaniu towaru w jakiejś sieci handlowej. Nie przyjęli mnie, bo mówili, że jestem za drobna, nie dam rady z pudłami i paczkami - opowiada.
Prawo jazdy na autobusy...
... zrobiła po kryjomu.
Nie przyznała się ani braciom, ani mamie. Stres był podwójny, bo stała za nim jeszcze dość duża bankowa pożyczka, zaciągnięta na opłacenie kursu i potrzebnych do prowadzenia autobus pozwoleń. - Zdałam dopiero za trzecim razem, zjadały mnie nerwy - śmieje się. Rodzinie powiedziała dopiero, gdy została przyjęta do pracy w Mobilisie. - Mama o mało nie dostała zawału, kilka dni nie spała. Nie mogła sobie wyobrazić, jak ta moja praca będzie wyglądać..
W Mobilisie pracują trzy kobiety, w MZK - 1, w obsługującej też miejskie linie PKS - 2. Małgorzata Fendrych, kiedy zaczyna pracę na porannej zmianie, wstaje o 2.20. - Potrzebuję czasu nie tylko na dojazd, ale też na śniadanie i makijaż, jak normalna kobieta - tłumaczy. Jak „normalna” kobieta nie zna się technice i kiedy w autobusie coś szwankuje, prosi o pomoc kolegów z pracy. - Są świetni, zawsze mogę na nich liczyć, nikt mi nie próbuje niczego udowadniać. Traktują mnie trochę jak maskotkę, mówią na mnie nawet... Kurczak.
Jak ocenia, gorzej bywa z pasażerami, tu mężczyźni pozwalają sobie na zaczepki, na szczęście tylko słowne. Czasem widzi, że patrzą jej na ręce. Zwłaszcza starsi panowie. Kiedyś jedna pani przeżegnała się na jej widok za kierownicą! Ale nie brakuje też słów życzliwości, deklaracji, że z kobietą się jeździ lepiej „bo jest delikatniejsza, nie szarpie wozem”. Pani Małgorzata ma za to gorsze zdanie na temat pań prowadzących samochody osobowe. - To dziwne, ale właśnie kobiety najrzadziej zatrzymują się, by autobus mógł wyjechać z zatoczki, najczęściej wymuszają pierwszeństwo - zauważa.
Gdy ona prowadzi „81” albo „69”, cały czas musi być włączone radio. Najchętniej stacja „Złote Przeboje”, bo tam można posłuchać i starszych, i nowszych piosenek. - A ja lubię i Fogga, i Łazukę. Najbardziej mocne, męskie głosy - Stachurskiego, Ramazzottiego, Garou - zdradza drobna blondynka. Często śpiewa z nimi, czasem łapie się na tym, że może nawet za głośno. Pasażerowie mogą sobie nie zdawać sprawy, że ta muzykalna młoda kobieta jest w tej dziedzinie fachowcem najwyższej klasy. - W 2000 roku do udziału w programie „Jaka to melodia?” namówiła mnie moja siostra. Wystąpiłyśmy razem, pojechałam się tylko poprzyglądać, a wylądowałam w finale miesiąca, odpadłam dopiero w walce o samochód - opowiada 33-latka.
W finale programu...
... była w sumie pięć razy. Także w tym najważniejszym, kiedy wygrała dla Bydgoszczy edycję specjalną, turniej miast. - Nasze eliminacje w Pałacu Młodzieży były bardziej stresujące niż programy w telewizji, przyszło mnóstwo ludzi. Kiedy 1 kwietnia dowiedziałam się, że to mnie wybrano jako reprezentantkę, myślałam, że to żart.
A potem stanęła naprzeciwko chłopaka z Zielonej Góry, z którym już kiedyś w finale programu się spotkała. - Już nie chodziło mi tyle o pieniądze, co żeby wstydu nie przynieść. Jechaliśmy z Bydgoszczy autokarem z ratusza, z kibicami, którzy mnie niesamowicie dopingowali. Głupio byłoby ich zawieść.
Po programach zostały wspomnienia i zdjęcia z wykonawcami - Kombii, Hołdysem, Janowskim. I potrzeba kolejnych wyzwań. - Super by było, gdybym mogła wziąć udział w show typu „Wyspa Robinsonów”! Muszę stale coś robić, gdy mam wolny od pracy dzień, stale mnie nosi. Teraz robię prawo jazdy na ciężarówkę... Najbardziej chciałabym jednak łączyć możliwość podróżowania z prowadzeniem, najlepiej, gdybym mogła prowadzić za granicą autobusy turystyczne. Na to mam jednak na razie za małe doświadczenie.
Tymczasem zbiera na własny samochód. Pewnie jednak nie będzie to jeszcze wymarzony nowy „garbus”. I cieszy się ze swojego fachu. - 3/4 życia spędzamy w pracy, więc trzeba to lubić, chcieć co rano wstawać do roboty. Inaczej się będzie zgorzkniałym, zatruje się życie sobie i innym - podsumowuje filozoficznie.
Małgorzata Fendrych sympatycznie się uśmiecha, gdy obiecuję, że będę jej mrugał światłami, gdy się będziemy mijać na fordońskich ulicach.
Kiedyś prowadziła z siostrą sklep w Białych Błotach. Już wtedy, dojeżdżając autobusem do pracy z bydgoskiego Śródmieścia, lubiła obserwować pracę kierowców. - Chciałam robić coś związanego z jeżdżeniem, myślałam o dostarczaniu towaru w jakiejś sieci handlowej. Nie przyjęli mnie, bo mówili, że jestem za drobna, nie dam rady z pudłami i paczkami - opowiada.
Prawo jazdy na autobusy...
... zrobiła po kryjomu.
Nie przyznała się ani braciom, ani mamie. Stres był podwójny, bo stała za nim jeszcze dość duża bankowa pożyczka, zaciągnięta na opłacenie kursu i potrzebnych do prowadzenia autobus pozwoleń. - Zdałam dopiero za trzecim razem, zjadały mnie nerwy - śmieje się. Rodzinie powiedziała dopiero, gdy została przyjęta do pracy w Mobilisie. - Mama o mało nie dostała zawału, kilka dni nie spała. Nie mogła sobie wyobrazić, jak ta moja praca będzie wyglądać..
W Mobilisie pracują trzy kobiety, w MZK - 1, w obsługującej też miejskie linie PKS - 2. Małgorzata Fendrych, kiedy zaczyna pracę na porannej zmianie, wstaje o 2.20. - Potrzebuję czasu nie tylko na dojazd, ale też na śniadanie i makijaż, jak normalna kobieta - tłumaczy. Jak „normalna” kobieta nie zna się technice i kiedy w autobusie coś szwankuje, prosi o pomoc kolegów z pracy. - Są świetni, zawsze mogę na nich liczyć, nikt mi nie próbuje niczego udowadniać. Traktują mnie trochę jak maskotkę, mówią na mnie nawet... Kurczak.
Jak ocenia, gorzej bywa z pasażerami, tu mężczyźni pozwalają sobie na zaczepki, na szczęście tylko słowne. Czasem widzi, że patrzą jej na ręce. Zwłaszcza starsi panowie. Kiedyś jedna pani przeżegnała się na jej widok za kierownicą! Ale nie brakuje też słów życzliwości, deklaracji, że z kobietą się jeździ lepiej „bo jest delikatniejsza, nie szarpie wozem”. Pani Małgorzata ma za to gorsze zdanie na temat pań prowadzących samochody osobowe. - To dziwne, ale właśnie kobiety najrzadziej zatrzymują się, by autobus mógł wyjechać z zatoczki, najczęściej wymuszają pierwszeństwo - zauważa.
Gdy ona prowadzi „81” albo „69”, cały czas musi być włączone radio. Najchętniej stacja „Złote Przeboje”, bo tam można posłuchać i starszych, i nowszych piosenek. - A ja lubię i Fogga, i Łazukę. Najbardziej mocne, męskie głosy - Stachurskiego, Ramazzottiego, Garou - zdradza drobna blondynka. Często śpiewa z nimi, czasem łapie się na tym, że może nawet za głośno. Pasażerowie mogą sobie nie zdawać sprawy, że ta muzykalna młoda kobieta jest w tej dziedzinie fachowcem najwyższej klasy. - W 2000 roku do udziału w programie „Jaka to melodia?” namówiła mnie moja siostra. Wystąpiłyśmy razem, pojechałam się tylko poprzyglądać, a wylądowałam w finale miesiąca, odpadłam dopiero w walce o samochód - opowiada 33-latka.
W finale programu...
... była w sumie pięć razy. Także w tym najważniejszym, kiedy wygrała dla Bydgoszczy edycję specjalną, turniej miast. - Nasze eliminacje w Pałacu Młodzieży były bardziej stresujące niż programy w telewizji, przyszło mnóstwo ludzi. Kiedy 1 kwietnia dowiedziałam się, że to mnie wybrano jako reprezentantkę, myślałam, że to żart.
A potem stanęła naprzeciwko chłopaka z Zielonej Góry, z którym już kiedyś w finale programu się spotkała. - Już nie chodziło mi tyle o pieniądze, co żeby wstydu nie przynieść. Jechaliśmy z Bydgoszczy autokarem z ratusza, z kibicami, którzy mnie niesamowicie dopingowali. Głupio byłoby ich zawieść.
Po programach zostały wspomnienia i zdjęcia z wykonawcami - Kombii, Hołdysem, Janowskim. I potrzeba kolejnych wyzwań. - Super by było, gdybym mogła wziąć udział w show typu „Wyspa Robinsonów”! Muszę stale coś robić, gdy mam wolny od pracy dzień, stale mnie nosi. Teraz robię prawo jazdy na ciężarówkę... Najbardziej chciałabym jednak łączyć możliwość podróżowania z prowadzeniem, najlepiej, gdybym mogła prowadzić za granicą autobusy turystyczne. Na to mam jednak na razie za małe doświadczenie.
Tymczasem zbiera na własny samochód. Pewnie jednak nie będzie to jeszcze wymarzony nowy „garbus”. I cieszy się ze swojego fachu. - 3/4 życia spędzamy w pracy, więc trzeba to lubić, chcieć co rano wstawać do roboty. Inaczej się będzie zgorzkniałym, zatruje się życie sobie i innym - podsumowuje filozoficznie.
Małgorzata Fendrych sympatycznie się uśmiecha, gdy obiecuję, że będę jej mrugał światłami, gdy się będziemy mijać na fordońskich ulicach.
Tekst
Marek Chełminiak
Express Bydgoski
Miłosz Sałaciński
| Komentarze |
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|||||||||
| Następna > |
|---|



